środa, 29 września 2010
kontrowersyjny David Irving
Piotr Zychowicz 28-09-2010, ostatnia aktualizacja 29-09-2010 11:18
David Irving mówił, że Hitler nie wiedział o Zagładzie. Historyk sugerował też, że Żydzi nie byli bez winy
'Czytaj więcej o kontrowersjach wokół wizyty Davida Irvinga w Polsce '
W zamkniętym dla szerszej publiczności wykładzie brytyjskiego historyka Davida Irvinga wziąłem udział jako... Izraelczyk.
Jak do tego doszło? W poniedziałek około godz. 18.30 zadzwonił do mnie berliński korespondent izraelskiej telewizji Channel 10 Ilan Goren. Powiedział, że udało mu się incognito zarezerwować miejsce na spotkanie z Irvingiem.
Niestety, ze względu na wymogi konspiracji historyk dopiero w ostatniej chwili poinformował go o godzinie i miejscu wykładu.
Miał się odbyć w sali konferencyjnej warszawskiego hotelu Marriott o godz. 19 i nie było szans, żeby Goren zdążył przyjechać z Berlina. Zaproponował więc, abym to ja zamiast niego udał się na wykład. I tak po pół godzinie znalazłem się w hotelowym lobby. Miałem przy sobie jedynie wydruk wysłanego Izraelczykowi e-maila, w którym historyk potwierdzał otrzymanie wpłaty pieniędzy za zaproszenie (zaledwie 10 dolarów).
Gdy po dziesięciu minutach Irving nie pokazał się na dole, wraz z dwoma innymi Polakami, którzy przyszli na wykład, zadzwoniliśmy do niego na komórkę. Przeprosił i obiecał, że zaraz kogoś po nas przyśle.
Rzeczywiście po chwili w lobby pojawiła się długonoga blondynka. To Jaenelle Antas, amerykańska asystentka Irvinga, z którą pomimo sporej różnicy wieku (ona ma 25, on 72 lata) – według brytyjskich bulwarówek – łączy go płomienny romans.
Okazało się, że Antas sprawuje również funkcję strażniczki historyka. Otaksowała nas badawczym spojrzeniem, spytała o nazwiska oraz o to, w jaki sposób dowiedzieliśmy się o wykładzie. Całe szczęście w moim przypadku nie była zbyt dociekliwa.
– Sorry za utrudnienia, ale musimy wiedzieć, z kim mamy do czynienia. Nie chcemy tu żadnych kłopotów – wyjaśniła, zapraszając nas na górę.
Rzeczywiście trudno jej się dziwić. Podczas niedawnego tournée Irvinga po Ameryce pod salami dochodziło do demonstracji i bójek. W hotelu Palm Beach County na Florydzie w ruch poszły nawet noże.
Jeszcze bardziej od protestujących Irving obawia się jednak wścibskich dziennikarzy, którzy mogliby nagłośnić jego słowa. W Austrii wpakowano go do więzienia właśnie za wypowiedzi podczas wykładu.
W Warszawie Irvinga słuchało 20 osób. Większość stanowili ludzie biorący udział w jego wycieczce do byłych niemieckich obozów. Byli to mężczyźni w średnim wieku: Brytyjczycy, Amerykanie i dwóch czy trzech Niemców. Część popijała żywca z butelek, zupełnie nie wyglądali na „groźnych neonazistów”. Oprócz nich na sali był polski tłumacz Irvinga Bartłomiej Zborski, ja i kilku fanów. Jeden z nich był Hindusem.
Irving w swoim żywiole
Brytyjski historyk pojawił się na sali około 19.20. Przyniósł karton z książkami, które wyłożył na biurku. Kilka sztuk „Wojny Hitlera” (po polsku) oraz kilkanaście egzemplarzy pamiętników napisanych w austriackim więzieniu (po angielsku).
Wyglądał znacznie lepiej, niż gdy widziałem go poprzednio w 2007 r. Wówczas zrobiłem z nim wywiad na Warszawskich Targach Książki, na których próbował sprzedawać swoje prace. Próbował, bo organizatorzy wyrzucili go z imprezy. Wtedy Irving był świeżo po pobycie za kratami i wyglądał fatalnie. Wychudzony, o ziemistej cerze i błędnym, nieufnym spojrzeniu. Niespecjalnie palił się do rozmowy.
Teraz stał przede mną zupełnie inny człowiek. Uśmiechnięty, sypiący anegdotami i wygłupiający się przed publicznością. Sprawiał wrażenie, że jest w swoim żywiole. To, że zebrani słuchają go niemal z nabożną czcią, sprawiało mu widoczną satysfakcję. Ponieważ uważał, że ma przed sobą tylko zaufanych ludzi, nie musiał gryźć się w język i myślę, że był szczery.
Na wstępie krytycznie wypowiedział się o mediach, które mają urządzać na niego „perfidną nagonkę”. – Dziennikarze starają się mnie zniszczyć. Piszą niestworzone kłamstwa, bo kierują się instynktem stadnym. Nie słuchają tego, co mam naprawdę do powiedzenia, powtarzają tylko usłyszane kalumnie. Ja chcę jedynie, żeby potraktowano mnie fair. Czy to tak dużo? – pytał historyk.
Postanowiłem więc spełnić jego postulat i po prostu zrelacjonować warszawski wykład.
Poniżej wiernie cytuję wypowiedziane przez niego słowa. Cały niemal dwugodzinny wykład został zarejestrowany. Na stronie internetowej „Rz” umieściliśmy także krótki film z fragmentem wystąpienia kontrowersyjnego historyka.
O Holokauście
– Neguję, że jestem negacjonistą Holokaustu – zaczął David Irving. – Jak można być tak głupim, żeby określać tym mianem człowieka, który na każdym kroku podkreśla, że w operacji „Reinhard” zginęło dwa i pół miliona Żydów. Człowieka, który mówi, że kilkaset tysięcy Żydów zgładzono w Treblince. Holokaust był historycznym faktem. Była to straszliwa zbrodnia – dodał.
Irving uważa, że dorobiono mu gębę, rzucając na niego oskarżenie, którego już nie może z siebie zrzucić: – To jest jak papierek po toffi. Zjadasz cukierek, ale lepkie opakowanie przylepia ci się do palców. Próbujesz je strzepnąć, ale nic z tego. Próbujesz drugą ręką, przylepia się do palców drugiej ręki. Nazwanie historyka negacjonistą Holokaustu jest jak wydanie wyroku śmierci. Takiemu człowiekowi nie wydaje się książek, nie drukuje artykułów. Właśnie taki wyrok wydano na mnie.
Brytyjczyk zapewnił, że nie jest antysemitą. – Cywilizowany człowiek nie może mieć takich poglądów. I mimo tego, że Żydzi mnie niszczą i nienawidzą, usilnie staram się nie odpowiadać im tym samym. Gdy czasami pytają mnie, czy jestem antysemitą, mówię: „A czy Palestyńczycy już są antysemitami? A czy rodzice Rachel Corrie, amerykańskiej aktywistki pokojowej, którą zmiażdżył izraelski buldożer, już są antysemitami?”. Żydzi przejechali się buldożerem po moim życiu – podkreślił.
Irving zaznaczył, że cała II wojna światowa była wielkim Holokaustem. Cierpiały w niej bowiem wszystkie narody. On zaś w swoich książkach stara się wytłumaczyć, jak to było możliwe. Dlaczego ludzie byli zdolni do takich czynów.
– Wróćmy do Żydów. Gdybym ja był jednym z nich i leżał w dole śmierci, czekając, jak esesman strzeli mi w czaszkę, przede wszystkim zastanawiałbym się: „Dlaczego ja? Dlaczego to właśnie mój naród wszędzie, gdzie się pojawiał, wywoływał nienawiść otoczenia?”. Przecież Żydów prześladowano wszędzie. Święta inkwizycja, pogromy, wreszcie Holokaust. Być może to efekt czegoś, co robili lub czego nie robili sami Żydzi? Tak, wiem, to antysemickie pytanie – mówił.
O Hitlerze
Irving uważa, że „Wojna Hitlera” jest „okrętem flagowym” jego pisarstwa, i to z tej książki jest najbardziej dumny. To właśnie ona przysporzyła mu jednak największych kłopotów. Irving został oskarżony, że przedstawił wodza Trzeciej Rzeszy w ludzki sposób. Że próbował zrzucić z niego odpowiedzialność za Holokaust.
– Czy Hitler ponosi winę za Zagładę? Za okrucieństwa, do których doszło m.in. na terytorium Polski? Oczywiście, że tak. Był głową państwa i z konstytucyjnego punktu widzenia jego wina jest bezdyskusyjna. To, co mnie jednak interesuje, to to, co Hitler wiedział o zabijaniu Żydów? Moim zdaniem niewiele – powiedział.
I przytoczył zapis rozmowy, jaką z Führerem w 1945 roku odbył gen. Heinz Guderian. Poinformował on Hitlera, że Sowieci właśnie zajęli Auschwitz. Reakcja niemieckiego przywódcy miała być obojętna, wzruszył ramionami. – Nie krzyczał: „O, mój Boże, mam nadzieję, że nic nie znaleźli! Mam nadzieję, że udało się wszystko ukryć!”. Dlaczego? Bo nazwa Auschwitz nic mu nie mówiła. Podobnie jak nazwy Treblinka, Sobibór czy Bełżec – podkreślił historyk.
Irving przedstawił Hitlera jako oderwanego od rzeczywistości przywódcę, za którego plecami diabelski spisek przygotował jego zły duch Heinrich Himmler. To właśnie ten ostatni miał, według Irvinga, zaplanować i wykonać Holokaust. Führer miał zaś być przekonany, że „kwestia żydowska” rozwiązywana jest za pomocą masowych wypędzeń. Dowodem ma być jego testament. Napisał w nim, że Niemcy rozprawiały się z Żydami w bardziej „ludzki” sposób niż Anglosasi z niemieckimi cywilami podczas dywanowych bombardowań. Zdaniem Irvinga słowa te wcale nie były dowodem na cynizm Hitlera. – Po co w obliczu śmierci miałby kłamać? Po prostu nie miał on pojęcia o istnieniu obozów zagłady – mówi Irving.
Dlaczego jednak Himmler miałby oszukiwać swego szefa?
– Hitler był dla niego jak mesjasz. Nie chciał, żeby cokolwiek splamiło tę „wspaniałą postać”. Dlatego postanowił wykonać brudną robotę sam. Przygotowywał nawet dwie wersje dokumentów dotyczących Zagłady. Jedną ocenzurowaną dla Führera, drugą prawdziwą do archiwum SS – powiedział Irving.
Stwierdził, że w rozmowach z nim wszyscy współpracownicy Hitlera wypowiadali się o nim z atencją i uwielbieniem jako o przemiłym człowieku. – Mnie interesował właśnie ten prawdziwy, żywy Hitler. A nie Hitler potwór, którego wykreowała wojenna, aliancka propaganda – mówił.
Zapewnił jednak, że nie chce przedstawić Hitlera jako niewiniątka. Według niego był to „niemoralny człowiek zdolny do okrucieństwa”. Irving przytoczył opowieść, którą usłyszał od jednej z sekretarek wodza Trzeciej Rzeszy. Kobieta towarzyszyła mu podczas nocy długich noży i widziała, jak osobiście kierował aresztowaniami dowódców SA. – Potem wszedł do sali i powiedział: „Już po wszystkim. Teraz muszę wziąć gorący prysznic i będę jak nowo narodzone dziecko”. Te okropne słowa tą kobietą wstrząsnęły. Dziś sporo mówią o Hitlerze – podkreślił Irving.
O sobie
Irving podczas wykładu uchylił rąbka tajemnicy w sprawie przygotowywanej od wielu lat biografii Himmlera (ma się ukazać za rok). Historyk miał dotrzeć do dokumentów i zdjęć, które wskazują, że szef SS wcale nie otruł się w brytyjskiej niewoli. Jako „największy z niemieckich zbrodniarzy” miał zostać zlinczowany przez alianckich oficerów. Być może nawet na polecenie Churchilla.
Irving nie chciał wchodzić w szczegóły, gdyż – jak się wyraził – jeżeli powie za dużo, „nie kupicie mojej książki”. Był to oczywiście żart, ale trudno było nie zauważyć, że boryka się z problemami finansowymi. Kilka razy podkreślił, że jest biedny jak mysz kościelna, że jego wrogowie go zrujnowali. Prosił o kupienie jego książek bądź wsparcie finansowe.
– Historyk w dzisiejszych czasach stoi na rozstaju dróg. Ma dwa wybory. Albo pieniądze, albo prawda. Jeżeli będzie pisał zgodnie z wymogami propagandy, którą do dziś uprawiają „naukowcy”, będą się na niego sypały zaszczyty. Jeżeli odważy się dociekać, jak było naprawdę, spadną na niego anatema i represje. Nic tak bowiem ludzi nie oburza, jak rozbijanie stereotypów i mitów, na których byli wychowani – przekonywał.
Irving z wyraźnym żalem opisywał szczegóły swojego aresztowania przez „austriackie gestapo czy jak to się teraz nazywa” i pobyt w więzieniu. Uważa się za męczennika za wolność słowa. – Ja tak naprawdę jestem tradycyjnym brytyjskim liberałem. Uważam, że każdy powinien mówić i robić, co mu się żywnie podoba. Dopóki oczywiście nie wali współobywateli pięścią po nosie. Niestety ja ostatnio po nosie dostaję coraz częściej – powiedział.
Zapytany, dlaczego nie zrezygnuje z pisania i nie zajmie się czymś innym, odpowiedział, że robi to dla „milionów” swoich zwolenników. – To oni dają mi wiarę, że to, co robię, ma sens. Gdy siedziałem w więzieniu, dostawałem tysiące listów poparcia. Jest wielka różnica między tym, co piszą o mnie media, a co sądzą zwykli ludzie – przekonywał. – Nie inaczej jest w Polsce. Gdy byliśmy w Bełżcu, czekał tam na mnie starszy Polak, około osiemdziesiątki. Miał ze sobą „Wojnę Hitlera” i poprosił o autograf. Ponieważ nie wiedział, kiedy zjawię się w tym miejscu, czatował tam przez bite dwa dni, od świtu do nocy. Bardzo mnie to wzruszyło. Właśnie dla takich ludzi piszę moje książki.
wtorek, 28 września 2010
Zagrożenie kryzysem - nie wygląda to ciekawie
Balcerowicz ostrzega przed kryzysem
Zbyt duże tempo narastania długu
Kolejna fala emigracji
A tak jest w UK:
http://alfaomega.webnode.com/news/felieton%20ekonomiczny-%20brytyjskie%20ci%C4%99cia%20-%20wielki%20lament,%20ma%C5%82o%20sensu-/
wtorek, 14 września 2010
Fajne relacje z rajdów
A tutaj z alpejskiego Tor Des Geants 2010
poniedziałek, 13 września 2010
Gigantyczny dług ograniczy inwestycje - Finanse - WP.PL
Od początku tego roku dług zaciągany przez rząd, jego agencje i samorządy wzrósł o 51 mld zł i wyniósł 721 mld zł. Jeżeli to tempo utrzyma się do końca roku, zadłużenie może przekroczyć 55 proc. PKB, co spowoduje znaczne utrudnienia dla państwa i obywateli - ostrzega 'Rzeczpospolita'.
Jednym z najboleśniejszych skutków będzie podwyżka stawki VAT. Po pierwszym podniesieniu o 1 pkt proc. od stycznia 2011 r. czekać nas może kolejna - od lipca 2012 r. - być może nawet o 2 pkt proc., do 25 proc. W takim przypadku w 2012 r. cała budżetówka - łącznie z nauczycielami - będzie się musiała pogodzić z zamrożeniem pensji. Nie będzie też waloryzacji świadczeń rencistów i emerytów.
Gdy dług publiczny przekroczy zapisany w ustawie zasadniczej próg, wprowadzone zostaną poważne ograniczenia w zaciąganiu zobowiązań publicznych. Deficyt w budżecie na 2012 rok nie będzie mógł wzrosnąć w relacji do dochodu bardziej niż w poprzednim roku, a samorządy nie będą mogły zadłużać się. Tymczasem teraz czynią to masowo głównie po to, by móc korzystać z funduszy unijnych.
czwartek, 9 września 2010
środa, 8 września 2010
Zrozumieć umysł
Kiedy przechodzimy do zagadnień związanych z mózgiem i kwestii psychologicznych postulat redukcjonizmu jest jeszcze bardziej dyskusyjny. Stosunek świata psychiki do świata materii jest jednym z najstarszych tematów filozoficznych. Nie ma wątpliwości, że istnieją wpływy wzajemne materii na umysł: niewielkie ilości środków chemicznych zmienić mogą kompletnie nasz sposób widzenia świat i wywołać liczne halucynacje. Wpływ umysłu na materię jest już jednak dyskusyjny: czy naprawdę myśl jest czymś pierwotnym, niezależnym, czy też wynikiem procesów zachodzących w mózgu, a więc czymś wtórnym w stosunku do zjawisk materialnych? Jest to w zasadzie pytanie o istnienie wolnej woli. Czy umysł jest naprawdę produktem mózgu czy też mózg jest tylko odbiornikiem zjawisk świata psychicznego, jak chcą dualiści? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania nasza wiedza o tym, w jaki sposób wyjaśnić zjawiska psychiczne przez zjawiska elektryczne i biochemiczne w mózgu jest jeszcze daleko niekompletna. Redukcjoniści mają nadzieję, że w dłuższym okresie czasu uda się wyjaśnić zjawiska psychiczne poprzez procesy zachodzące w mózgu. Czy wyjaśnienie takie może zastąpić codziennie używane pojęcia? Czy nasze przyjemności, odczucia, odruchy, przekonania wystarczy wyjaśnić przez wzbudzenia odpowiednich struktur mózgu? Takie wyjaśnienia nigdy nie zastąpią języka naturalnego, wykształconego w oparciu o fenomenologiczne klasyfikacje zachowań indywidualnych i społecznych człowieka.
http://www.fizyka.umk.pl/~duch/Wyklady/kog-w/01-0.htm
i jeszcze REWELACJA:
Inny aspekt trudności związanych z próbą rozumienia świata zauważył Immanuel Kant. Fizyczne cechy zwierząt są odbiciem środowiska, w którym zwierzęta się rozwijały. Jak mówi słynny etolog, Konrad Lorenz, kopyto jest odbiciem płaskiego terenu stepowego, oko odbiciem światła, skrzydło odbiciem powietrza a płetwa ryby wody. Oznacza to niemal doskonałe dopasowanie się struktur organizmów do warunków, w których powstawały. Każde przystosowanie jest pewnym poznaniem środowiska przez organizm. Kant odkrył pewne wrodzone (aprioryczne) struktury poznania u człowieka. Doprowadziło go to do rezygnacji z możliwości dowiedzenia się czegokolwiek o realnym świecie. W obserwacjach i doświadczeniach, które prowadzimy, odnajdujemy wrodzone nam struktury myślenia, postrzegania, wyobrażenia, a według Kanta ze względu na swoją aprioryczną naturę nie mają one związku ze światem realnym. Obserwując nie dowiadujemy się niczego o świecie, widzimy jedynie siebie.
Klienci kontra Multibank i mBank | rp.pl
autor: Roman Bosiacki
źródło: Fotorzepa
+zobacz więcej
* Pozwy zbiorowe nabierają rumieńców
* Bankozaury grasują, klienci protestują
Klienci mBanku i Multibanku (grupa BRE), którym banki nie chciały obniżyć kosztów kredytu hipotecznego we frankach, chcą żądać w pozwie zbiorowym korzystnej dla nich interpretacji umów. Uważają, że bank powinien obniżyć oprocentowanie wraz ze spadkiem rynkowych stóp procentowych (wskaźnika LIBOR). W ich umowach wysokość odsetek była ustalana przez zarząd. Po co im taki wyrok? Pozwoli żądać odszkodowań.
Sprawą zajmuje się warszawska kancelaria prawna Wierzbowski Eversheds.
Do wspólnego pozwu zgłosiło się już 16 osób, ale nabór będzie trwał do grudnia, wtedy też zamierzają wystąpić do sądu.
Warunkiem przystąpienia do 'Grupy na bank' jest wpłata do kancelarii 1500 zł (plus VAT) za proces w pierwszej instancji i tyle samo za ewentualną apelację.
Ci, którzy przystąpią do pozwu później, zapłacą nawet 3 tys. zł. Na reprezentanta grupy wybrano Małgorzatę Rothert, rzecznika konsumentów dla m. st. Warszawy, co daje zwolnienie z kosztów sądowych.
– Obecnie chcemy ustalenia, że bank odpowiada za nienależyte wykonanie umów kredytowych. Nie wykluczam jednak, że kwestia konkretnych żądań finansowych również w tej sprawie się pojawi – mówi adwokat Iwo Gabrysiak, pełnomocnik grupy.
– Trudno komentować zapowiedź pozwu. Będziemy mogli się odnieść do sprawy, kiedy go poznamy – odpowiada Piotr Rutkowski, p.o. rzecznika BRE Banku.
– Zapisy kwestionowanych umów o kredyt hipoteczny (tzw. starego portfela) nie zostały uznane za sprzeczne z prawem przez żadną instytucję. Zawsze zachęcaliśmy klientów do indywidualnych negocjacji z bankiem. Uważamy bowiem, że sala sądowa nie jest miejscem szukania kompromisu – dodaje rzecznik.
Klienci internetowego mBanku to najliczniejsza i najgłośniej protestująca grupa, której nie obniżono oprocentowania, mimo spadku stóp procentowych (podobne problemy mieli klienci Santandera i Raiffeisena). Po wielomiesięcznym sporze BRE Bank zaoferował nowe warunki kredytu, z których skorzystało tylko 3,2 tys. klientów. – Jak widać, nie wszyscy zaakceptowali ugodowe propozycje, ale my szanujemy ich zdanie – zauważa Piotr Rutkowski.
– Przestrzegaliśmy podczas prac parlamentarnych, że po wprowadzeniu pozwów zbiorowych może nastąpić amerykanizacja rynku usług prawniczych w Polsce, że kancelarie będą się reklamować i organizować wręcz klientów – mówi mecenas Jerzy Bańka, prawnik Związku Banków Polskich.
wtorek, 7 września 2010
wtorek, 31 sierpnia 2010
Gminy zadłużają się, handlowcy toną w długach
Państwo Polskie również coraz bardziej zadłużone.
Gminy:
http://www.tvn24.pl/-1,1671392,0,1,gminy-zadluzaja-sie-na-potege,wiadomosc.html
Handlowcy:
http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/443671,handlowcy_tona_w_dlugach_grozi_nam_fala_bankructw.html
środa, 18 sierpnia 2010
ZUS znów będzie pożyczał - Rzeczpospolita
W kasie zabraknie około 11 mld zł – wyliczają ekonomiści. Nawet jeśli rząd – zgodnie z zapowiedzią – przeznaczy 7,5 mld zł z Funduszu Rezerwy Demograficznej na zasilenie FUS, pod koniec roku ZUS będzie musiał ratować się kredytem.
– Miesięcznie z kasy państwa do funduszu płynie około 4 mld zł, jeśli nic się nie zmieni, w całym roku będzie on potrzebował 49 mld zł – wylicza Mirosław Gronicki, były minister finansów. Tymczasem rząd założył, że wystarczy przelać na jego konto niespełna 38 mld zł i w razie potrzeby dołożyć 7,5 mld zł z rezerwy. Zabraknie 3,5 mld zł.
– Dziś nie potrafię jeszcze powiedzieć, czy rzeczywiście tak będzie wyglądała sytuacja pod koniec roku – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS. – Gdybyśmy jednak musieli pożyczyć pieniądze, to od 2009 roku obok komercyjnych kredytów możemy zaciągać tańsze pożyczki z budżetu państwa i zapewne najpierw z tej ścieżki byśmy skorzystali.
Nie zmienia to jednak faktu, że konieczność zapewnienia wyższej dotacji dla FUS powiększy deficyt finansów publicznych. – Rząd ratuje się pieniędzmi z rezerwy, aby nie powiększać deficytu budżetowego, który i tak jest ogromny, ale nie uniknie wykazania go w deficycie finansów publicznych – wyjaśnia prof. Andrzej Wernik z Akademii Finansów. Gronicki szacuje, że deficyt całego sektora sięgnie w tym roku nawet 7,3 – 7,4 proc. PKB, czyli będzie wyższy niż 7,1 proc. odnotowane na koniec 2009 roku.
wtorek, 17 sierpnia 2010
Stanisław MICHALKIEWICZ - strona autorska. Artykuły, komentarze, felietony - www.michalkiewicz.pl
Link:
Stanisław MICHALKIEWICZ - strona autorska. Artykuły, komentarze, felietony - www.michalkiewicz.pl
Natomiast w jednej dziedzinie rząd premiera Tuska może pochwalić się prawdziwymi osiągnięciami. Nawet nie uwzględniając praktykowanej przez ministra Rostowskiego tzw. „kreatywnej księgowości”, rząd premiera Tuska w sposób istotny powiększył dług publiczny. W grudniu 2007 roku, a więc w miesiąc po objęciu przez ten rząd zewnętrznych znamion władzy, dług publiczny wynosił około 520 miliardów złotych. 10 sierpnia br., a więc po tysiącu dniach rządu premiera Tuska, dług publiczny wynosi już 714 miliardów i – uwaga, uwaga! - powiększa się już z szybkością co najmniej 6 tysięcy złotych na sekundę! Wynika z tego, że rząd premiera Donalda Tuska powiększał dług publiczny mniej więcej o 200 milionów złotych każdego dnia! A przecież oprócz tego każdego dnia wydawał ponad 200 milionów złotych z podatków! 400 milionów złotych każdego dnia – i „gówno zrobione”? Nic dziwnego, że generał Dukaczewski odgrażał się iż po wygranej Bronisława Komorowskiego otworzy sobie szampana.
Link:
http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1727
środa, 28 lipca 2010
Czy USA utoną w długach? - Biznes - Informacje - portal TVN24.pl - 09.06.2010
Czy USA utoną w długach?
W tym roku zadłużenie USA wyniosło 13,6 bln dolarów, czyli 93 proc. PKB.
Bernanke: gospodarka dochodzi do siebie
Tymczasem szef Fed Ben Bernanke powiedział, że gospodarka nadal zdaje się z powodzeniem dochodzić do siebie. Fed przewiduje 3,5-procentowy wzrost PKB w tym roku. Bernanke podkreślił jednak, że wzrost taki oznacza, iż bezrobocie będzie się zmniejszać bardzo powoli, także w przyszłym roku.
Według Bernankego wpływ kryzysu finansowego w Europie na gospodarkę USA nie będzie znaczny, pod warunkiem że rynki finansowe nadal będą się stabilizowały.
Szef Fed, który w środę wystąpił przed Komisją Budżetową Izby Reprezentantów, powiedział, że spadki cen akcji i słabsze perspektywy gospodarki w Europie "w jakiś sposób odbiją się" na gospodarce amerykańskiej, ale ten negatywny wpływ powinien być zrównoważony zniżką procentów od kredytów hipotecznych i spadkiem cen ropy naftowej.
wtorek, 27 lipca 2010
poniedziałek, 26 lipca 2010
Jacek Rostowski też kupuje swapy - Biznes w Onet.pl
Ministerstwo Finansów w 2009 korzystało z instrumentów pochodnych - pisze "Puls Biznesu". Ale resort zapewnia, że nie oszukiwał w tej sprawie Brukseli.
Jak się dowiedziała gazeta z tak zwanych swapów korzysta też obecny szef resortu finansów - Jacek Rostowski. Ministerstwo zapewnia jednak, że instrumentami posługiwał się zgodnie z prawem, a nie - jak Grecy - dla tuszowania statystyk. Według urzędników resort w 2009 wykorzystał dwa rodzaje transakcji typu swap: walutową i procentową.
Resort przekonuje, że były to działania zgodne z obowiązującymi w Unii zasadami rachunkowości. Ministerstwo jednak nie chce ujawnić szczegółów transakcji, tłumacząc, że mogłoby to pogorszyć warunki tych operacji.
"Puls Biznesu" przypomina, że korzystanie ze swapów walutowych przy zarządzaniu długiem publicznym to dziś gorący temat w Europie. Niedawno bowiem okazało się, że Grecja przeprowadzała takie transakcje z bankiem Goldman Sachs. Strony miały umówić się na takie warunki, dzięki którym oficjalny dług publiczny był niższy od rzeczywistego.
Jacek Rostowski też kupuje swapy - Biznes w Onet.pl
czwartek, 8 lipca 2010
Trzy biliony polskiego długu?
Trójka z przodu, a potem dwanaście zer, czyli trzy biliony. 3 000 000 000 000 złotych - to rzeczywista kwota całkowitego zadłużenia Polski, jaką wylicza Janusz Jabłonowski z departamentu statystyki NBP. Cytuje go "Puls Biznesu", zestawiając tę sumę z oficjalną sumą zadłużenia: 644 mld zł.
Jesteśmy coraz bardziej zadłużeni
W tym roku zadłużenie naszego państwa przypadające na obywatela zwiększy... czytaj więcej »
Suma 3 bln zł przekracza 220 proc. Produktu Krajowego Brutto. Natomiast oficjalnie zadłużenie Skarbu Państwa wynosiło w kwietniu ponad 644 mld zł, co i tak daje ok. 17 tys. zł na przeciętnego Polaka - i około połowy rocznego PKB Polski.
Czy USA utoną w długach?
Amerykański dług publiczny za 5 lat będzie już większy niż wartość całej... czytaj więcej »
Janusz Jabłonowski z departamentu statystyki Narodowego Banku Polskiego rzeczywistość widzi dalece bardziej ponurą: według niego do jawnego powinniśmy doliczyć dług ukryty, który według jego obliczeń sięga 180 proc. PKB.
Rośniemy szybciej. Nasz dług też
- Polska gospodarka urosła w ubiegłym roku o 1,8 proc. - podał Główny Urząd... czytaj więcej »
Te ukryte długi to m.in. zaległe płatności w ochronie zdrowia, a także np. system rentowy, w którym obniżono składkę i nie ma zależności między wpłaconymi składkami, a otrzymywanymi świadczeniami. Podobna sytuacja występuje w przypadku systemów emerytalnych służb mundurowych, czy rolników.
Jabłonowski wskazuje też, że ogólna wartość świadczeń uzyskiwanych przez obywateli w służbie zdrowia jest znacznie wyższa niż suma wpłacanych składek. - Im więcej starszych ludzi i im bardziej państwo będzie się angażowało w opiekę nad nimi, tym gorsza sytuacja w finansach i większa luka niestabilności - wskazuje. "Puls Biznesu" zauważa zaś, że prognozy demograficzne są mało optymistyczne: spadnie liczba mieszkańców Polski, ale też spadnie liczba osób w wieku produkcyjnym - a przybędzie emerytów.
Janusz Jabłonowski przyznaje wprawdzie, że jego obliczenia obarczone są "jakimś warunkowym ryzykiem", ale podstawowy wniosek pozostaje jeden: na dłuższą metę finanse publiczne są niestabilne.
Jeśli przyjąć, że w tym roku wartość polskiego PKB wzrośnie do 1,35 bln zł i że całkowity dług publiczny przekroczy 3 bln zł, to łatwo obliczyć, że statystyczny Polak jest już zadłużony na około 80 tys. zł, czyli na wysokość swoich dwuletnich zarobków.
środa, 7 lipca 2010
nabici i mBank
Przełom? Wspólna inicjatywa „Nabitych” i mBanku
Nadesłane przez: Nabici w mBank , 07 kwietnia 2010
nabici_fin.jpgNabici w mBank, oraz przedstawiciele Grupy BRE od dawna toczą ze sobą wojnę. W kuluarowych dyskusjach, a także na wokandzie sądowej, przedstawiciele obu stron spierają się już od kilku lat. Dziś jednak nie będziemy o tym pisać. Jako pierwsi, prezentujemy bardzo sympatyczną informację. Obie strony sporu doszły bowiem do porozumienia. Chcecie wiedzieć więcej? Czytajcie dalej, tylko na AlertFinansowy.pl.
Środki obu stron pójdą na cele charytatywne
W sumie 24 tys. zł otrzyma Dom Małego Dziecka w Łodzi i Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych "Krasnal". Hojnymi darczyńcami są mBank, MultiBank, oraz ich „zbuntowani” klienci skupieni wokół inicjatywy Nabici w mBank i mStop.pl. To wynik uzgodnień jakie zapadły po spotkaniu obu stron 17 grudnia ubiegłego roku. Było to spotkanie kończące rozmowy na temat oferty dla klientów posiadających kredyty w tzw. starym portfelu. Jednym ze wspólnych postanowień, zaakceptowanym przez obie strony, było uzupełnienie środków klientów przez banki i przekazanie ich wspólnie na cele charytatywne. Pieniądze przekazane dla Domu Małego Dziecka przeznaczone zostaną na wakacyjny wyjazd dzieci, natomiast Stowarzyszenie "Krasnal" kupi sprzęt rehabilitacyjny dla swoich podopiecznych.
Reklama
Porozumienie jest możliwe?
Ostatnie spotkanie między przedstawicielami mBanku i MultiBanku, a klientami skupionymi wokół Nabitych w mBank.pl oraz mStop.pl odbyło się 17 grudnia 2009 r. w siedzibie BRE Banku w Warszawie. Był to spotkanie finalizujące pertraktacje obu stron. Efektem jest całkowicie nowa oferta przewalutowania kredytów we frankach szwajcarskich (CHF) na euro (EUR). Preferencyjne warunki dostępne są dla tych klientów, którzy swoje umowy podpisali do jesieni 2006 r. Oferta banków obowiązuje tylko do końca kwietnia br. Czy to oznacza koniec konfliktu?
Przedstawiciele Nabitych w mBank są ostrożni w ocenie sytuacji: - Dopiero po zakończeniu obowiązywania oferty będziemy mogli stwierdzić czy spór mamy za sobą. Będzie to zależało od ilości podpisanych aneksów. Teraz zdecydowanie za wcześnie wyrokować w tej sprawie - powiedział nam jeden ich przedstawicieli.
Od czego się zaczęło?
Przypomnijmy, że problem tzw. starego portfela dotyczy ok. 20 tys. klientów Grupy BRE Banku. Spora część z nich zaangażowała się w walkę poprzez stowarzyszenie Nabitych w mBank i stronę mStop. O obu organizacjach głośno jest już od kilku lat, a wszystko przez mały zapis w umowach kredytów hipotecznych, który w skrócie sprowadza się do tego, że oprocentowanie kredytu zależy od… samodzielnej decyzji banku.
Uważasz, że obie strony dojdą do ostatecznego porozumienia?
Napisz do nas Alert lub podyskutuj o tym na Forum. Podziel się swoją opinią na temat instytucji finansowych w naszej Księdze Skarg i Pochwał.
Klienci skarżą się na banki
Monika Krześniak 07-07-2010, ostatnia aktualizacja 07-07-2010 01:30
LINK
Najwięcej skarg dotyczy relacji z bankami przy kredytach hipotecznych Klienci organizują się w walce o swoje prawa. Na odzyskanie zawyżonych opłat szanse mają tylko najbardziej wytrwali
Zmiana banku nie zawsze jest łatwa. O ile przeniesienie konta do innego banku jest coraz prostsze, to obecnie nie opłaca się przenosić kredytu hipotecznego ze względu na wysokie marże. ∑
źródło: Rzeczpospolita
Zmiana banku nie zawsze jest łatwa. O ile przeniesienie konta do innego banku jest coraz prostsze, to obecnie nie opłaca się przenosić kredytu hipotecznego ze względu na wysokie marże. ∑
+zobacz więcej
W pierwszym półroczu do Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego wpłynęły 1723 skargi klientów na banki – wynika z danych uzyskanych przez „Rz”. Jeśli w drugiej połowie roku będzie ich tak dużo, to w całym 2010 roku ich łączna liczba może przekroczyć rekordowy poziom 3,6 tys. skarg odnotowanych w ubiegłym roku.
– Najwięcej zażaleń na banki dotyczy problemów ze spłatą kredytów hipotecznych – przyznaje Katarzyna Biela z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Potwierdzają to dane arbitra bankowego (rozstrzygającego spory pomiędzy klientami a bankami) przy Związku Banków Polskich.
W pierwszym półroczu 2010 r. wpłynęło do tej instytucji 590 skarg, a 586 zostało zakończonych. – Większość skarg dotyczy kredytów. Połowa została rozstrzygnięta na korzyść klientów – mówi Katarzyna Marczyńska, arbiter bankowy.
Obecnie kredyt mieszkaniowy spłaca blisko 1,5 mln Polaków, a jego średnia wartość to ponad 202 tys. zł. Zawyżona prowizja, oprocentowanie lub inne opłaty przekładają się na koszt rzędu kilkuset, a często kilku tysięcy złotych rocznie.
Kredyty mieszkaniowe zaciąga się na okres 20 – 30 lat, ale w trakcie ich spłaty klienci często muszą staczać bój o swoje prawa.
– Wpływają np. skargi związane z ubezpieczeniami pomostowymi kredytów (płaci się je przy kredytach hipotecznych, do momentu gdy zostaje wpisana hipoteka banku do księgi wieczystej – red.), klienci skarżyli się na problem z odzyskiwaniem nadpłaconego ubezpieczenia pomostowego – przyznaje Katarzyna Marczyńska.
"1,5 mln Polaków spłaca co miesiąc kredyt mieszkaniowy"
„Rz” wielokrotnie opisywała problemy z odzyskaniem nadpłaconego ubezpieczenia, mimo że w tej sprawie zapadł wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który uznał za niezgodne z prawem pobieranie go po wpisie hipoteki do ksiąg wieczystych. Mimo wyroku i wpisania takich klauzul do rejestru zakazanych, nie wszystkie banki chciały zwracać klientom nadpłacone kwoty. Jest szansa, że sytuacja się zmieni, ponieważ Związek Banków Polskich pracuje nad rekomendacją dobrych praktyk, która ma ujednolicić sposób stosowania ubezpieczenia pomostowego przez banki. Wśród spraw dotyczących kredytów konsumenckich wyróżniają się te, które dotyczą przedterminowej spłaty kredytu. Połowa z nich jest uznawana na korzyść klienta.
Problemy są zaś z prawidłowym stosowaniem przepisów przez banki mówiących o tym, że klient ma obowiązek co najmniej trzy dni wcześniej zawiadomić o zamiarze wcześniejszej spłaty, ale może to zrobić w dowolny sposób. Tymczasem niektóre banki w regulaminie wymagają formy pisemnej. – W takiej sytuacji, jeśli np. z protokołu odsłuchania rozmowy telefonicznej okaże się, że klient zawiadomił bank ustnie, uznawana jest racja klienta i bank przegrywa sprawę – tłumaczy Katarzyna Marczyńska.
Duża liczba skarg wpływających do nadzoru finansowego dotyczy uciążliwych form windykacji oraz problemów z obsługą kart kredytowych. Brak wiedzy finansowej i prawnej powoduje, że zwykły klient stoi na słabszej pozycji w relacjach z bankiem. Na szczęście, by zyskać przewagę w sporach z instytucjami finansowymi, coraz częściej klienci organizują się w grupy, tworzą portale społecznościowe, fora internetowe.
Głośna była sprawa klientów mBanku, którzy poprzez taką grupę nacisku walczyli o nowe warunki umów kredytowych z niższym oprocentowaniem, którego bank nie chciał obniżać mimo spadku rynkowych stóp procentowych. Podobne sprawy dotyczyły banków: hiszpańskiego Santandera i austriackiego Raiffeisena. Z kolei klienci greckiego Polbanku zrzeszeni w portalu Kupfranki.pl, przy wsparciu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisji Nadzoru Finansowego przeprowadzili udaną akcję sprzeciwu wobec narzucania aneksowania umów z mniej korzystnymi warunkami.
Sami bankowcy twierdzą, że liczba reklamacji od klientów w stosunku do ilości wykonywanych operacji nie rośnie, choć żadna instytucja nie podaje statystyk. Dominują te, które są związane z codziennymi transakcjami płatniczymi, ponieważ są one mniej problematyczne i banki rozpatrują je w miarę sprawnie. Problemem może być jednak tryb i czas ich rozpatrywania.
– Większość reklamacji transakcji we wpłatomatach rozwiązujemy w ciągu maksymalnie siedmiu dni. Jednak w przypadku kart za realizację procesu odpowiada zarówno bank, jak i jego partnerzy – np. wydawcy kart, akceptanci czy operatorzy bankomatów – mogą być one rozpatrywane dłużej – mówi Paweł Ejzert, dyrektor ds. relacji z klientami mBanku.
Rafał Łyczek, portal Kupfranki.pl
Wciąż mamy do czynienia z sytuacją, w której banki zwracają niesłusznie pobrane opłaty tylko tym klientom, którzy są wytrwali w walce o ich odzyskanie. Przykładem jest Bank Millennium, który podwójnie naliczał spread (różnica w stosowanych kursach walut) przy pobieraniu ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Mimo że przyznał się do błędu, oddaje środki tylko tym klientom, którzy się o to upomną. Drugi przykład takiej krótkowzrocznej polityki to Getin Noble Bank, który nalicza wysoką prowizję za zmianę waluty kredytu w wysokości 0,8 proc. kwoty pozostałej do spłaty, a jednocześnie stosuje najwyższy spread na rynku.
Systemy informatyczne zawodzą
Problemy techniczne banków narażają klientów na nieterminową realizację przelewów. W ostatnim czasie w wyniku awarii systemów informatycznych klienci kilku banków mieli problemy z dostępem do swoich pieniędzy. Z takim kłopotem borykali się niedawno m.in. klienci PKO BP, Pekao, mBanku, Kredyt Banku, Banku Handlowego i ING Banku Śląskiego. W kilku przypadkach problemy techniczne uniemożliwiające realizację transakcji elektronicznych trwały cały dzień, zanim zostały usunięte. Klienci, którzy nie mogli zalogować się do swoich kont, nie mogli wykonać transakcji przez Internet. Tylko niektóre mogły być wykonane za pomocą bankowości telefonicznej. W niektórych przypadkach występowały również kłopoty z autoryzacją transakcji kartowych. W tych sytuacjach banki deklarowały, że zwrócą opłaty za operacje wykonane inną drogą, np. w oddziale czy przy udziale konsultanta infolinii. Problemy dotknęły także bankomaty sieci Euronet, z której korzystają klienci niemal wszystkich banków.
Jednak największa awaria na naszym rynku dotyczyła systemu Visa i wystąpiła w 2008 r. Wówczas transakcje wypłat z bankomatów były księgowane po kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt razy. W tej sytuacji banki zwracały błędnie zaksięgowane kwoty automatycznie bez konieczności składania reklamacji.